Spiralę zadłużenia trzeba przerwać. Dlatego dziś byłem na proteście

Dziś wziąłem udział w proteście w sprawie, która dotyczy nas wszystkich — dramatycznej sytuacji finansowej szpitali powiatowych. Coraz więcej szpitali wpada w spiralę zadłużenia. Z jednej strony rosną koszty i nakładane są kolejne obowiązki, z drugiej — brakuje realnego, stabilnego finansowania. Padają konkretne słowa: widmo bankructwa. I trudno się dziwić, skoro uchwalane są podwyżki dla pracowników medycznych, ale rząd nie zapewnia na nie środków w takiej skali, która odpowiada rzeczywistym kosztom po stronie placówek. W efekcie szpital zostaje z rachunkiem, którego nie jest w stanie zapłacić.

Ten protest to sprzeciw wobec bezczynności i braku konsekwentnej reformy. Domagamy się realnego finansowania, które pozwoli szpitalom dalej leczyć ludzi tutaj, lokalnie — bez przerzucania pacjentów do oddalonych placówek i bez udawania, że „jakoś to będzie”.

To nie jest kryzys z jednego roku. To wynik wieloletnich zaniedbań: niedofinansowania, braków w nadzorze i niedostatków sprzętu. A szpitale powiatowe są potrzebne — bo duże szpitale nie są w stanie przejąć wszystkich ich zadań, zwłaszcza tych najbardziej niedoszacowanych.

Jeśli chcemy bezpieczeństwa zdrowotnego w naszych społecznościach, to nie możemy pozwolić, żeby te placówki po prostu upadły.

Przewijanie do góry